Królestwo elfów. Przystań elfów i jej mieszkańcy. Porównanie książek

Już dawno temu obiecałam wam na kanale porównanie tych dwóch książek, jednak zupełnie nie potrafiłam się do tego zabrać. Ostatecznie postanowiłam zrobić to tutaj, w formie wpisu. Myślę, że będzie to dla was znacznie bardziej przejrzyste.

.

Ta duża, ukochana przeze mnie książka, jest wspaniałą encyklopedią świata wróżek. W Polsce wydana została w marcu 2008 prze Egmont i przetłumaczona na język polski przez Andrzeja Polkowskiego (jak niemal wszystkie książki o wróżkach).
Natomiast ta druga to wydanie “kolekcjonerskie”, dodawane do pierwszego filmu o Dzwoneczku w listopadzie 2008. Stworzona została przez wydawnictwo Disney Press i wyprodukowana w Chińskiej Republice Ludowej. Na dodatek możemy odnaleźć w niej informację, że “większość książki przetłumaczona [została] w pierwszym wydaniu przez Andrzeja Polkowskiego”. Wiele jest w niej niepokojących elementów, które mogą wskazywać na to, że fragmenty nie opracowane przez naszego kochanego Polkowskiego, były tłumaczone przez samych Chińczyków. W “kolekcjonerce” zabrakło również jakiejkolwiek korekty, jednak do tego przejdę za chwilę.

.

Książka “kolekcjonerska” zawiera na początku osiem dodatkowych stron, których nie znajdziemy w tej dużej. Opisano tam, jaką inspiracją do stworzenia filmu była… Właśnie ta książka. Zakładać więc można, że twórcy filmu mieli dostęp do pierwszego angielskiego wydania (z 2007 roku), którym się inspirowali, natomiast do polskiej premiery w listopadzie 2008 wydano w Chinach tego potworka, który został specjalnie przerobiony, by bardziej pasował do filmowego uniwersum. Tym bardziej, że w dopisanym wstępie autor wspomina, iż fabuła książek dzieje się zaraz po wydarzeniach z Piotrusia Pana, natomiast ta z filmów na długo przed, gdy tylko Cynka-Dzwoneczek przybyła do Nibylandii.

Dokładnie tak… “Cynka-Dzwoneczek”. Nie jestem w stanie pojąć, po co tłumacz wstawił między te dwa słowa myślnik. W angielskim Tinker Bell go nie uraczymy, tak samo jak w dalszym tłumaczeniu tej książki. Okropna niekonsekwencja.

.

Dalej odnajdziemy kolejne dopisane w tym wydaniu strony, na których opisane zostały główne bohaterki z filmu, czyli Jelonka, Iskierka (bądź Irydesa, bo książka sama nie jest tego pewna, ale o tym zaraz), Różyczka oraz Mgiełka. Nie były one zbyt istotne w książkowym uniwersum, więc ich opisów nie znajdziemy w pierwszym (tym dużym) wydaniu.

Dużo mogłabym narzekać, opisy są nieskładne, okropnie przetłumaczone, szczególnie ten o Jelonce, w którym to własnie możemy odnaleźć wzmiankę o Irydesie. Tu nachodzi mnie również pierwsza zaduma nad tym, po co dodawać taką książkę do filmu, w którym bohaterki wyglądają inaczej, niż na książkowych ilustracjach.

.

Stronę dalej Iskierka już pojawia się pod swoim filmowym imieniem. Resztę opisów pozostawię jednak bez komentarza, ponieważ gdy widzę zdania typu “Zwierzęca elfa Jelonka to niezły urwis, chłopczyca pełna radości i skora do płatania figli.”, bądź “Jedna z najbardziej utalentowanych elfów światła, jest zorientowaną na szczegóły perfekcjonistką.”, to poważnie mam wrażenie, że tłumaczył to Chińczyk przy pomocy Google Tłumacza. O niekonsekwencji przy odmianie słowa “elf” nie wspominając…

.

Wracając jednak do wspomnianego wcześniej braku korekty. Kto dopuścił do publikacji zdanie “Zęby stać się elfem nibylandzkim, śmiech musi przelecieć ocean.”? Tego nie wiem. Na szczęście w tym dużym wydaniu takich koszmarków nie znajdziemy dzięki Annie Sidorek.

.

W wydaniu “kolekcjonerskim” skrócono wiele opisów, ze względu na mniejszy format. Nie znajdziemy w nim wielu dopisków, a przykładowo przy opisie Królowej Klarion ucięto zdania dotyczące Matki Gołębicy. Jednak tu znowu zaczyna mnie zastanawiać, dlaczego opisy Oświadczenia, Linienia, czy nawet samej Matki Gołębicy pozostały niezmienione, choć z uniwersum filmowym nie mają one nic wspólnego.

.

Usunięto za to zupełnie strony poświęcone Dziejom Przystani Elfów, co w zasadzie było dobrym ruchem, zważywszy na to, że wydarzenia w filmach dzieją się znacznie wcześniej. Z drugiej strony… W książce tej znajduje się opis Drzewa Domowego, a nie Drzewa Pyłkowego. Niekonsekwencja goni tu niekonsekwencję.

.

Pozostały jeszcze dwie kwestie do poruszenia. Po pierwsze pismo liściowe, które w dużym wydaniu jest przetłumaczone dobrze i list napisany w nim wygląda następująco:

Bryłko,

Zaprasza cie na herbatke w poludnie.

Lec bezpiecznie,

Królowa Klaron

Nie jest idealny i oczywiście brak w nim polskich znaków, co jest wyjaśnione w opisie. Jednak list w wydaniu “kolekcjonerskim” prezentuje się tak:

Prilla,

Rypij ze mna herbate r poludnie.

Fly safely,

J Jlariin

Jak widać połowa jest pozostawiona w języku angielskim, a wiele liter zostało źle dobranych. Jeśli chodzi o zdjęcie, to nie krzyczcie na mnie, kupiłam tę książkę tak popisaną, to nie moje dzieło.

.

Ostatnia kwestia to jedna czcionka, która w wersji “kolekcjonerskiej” została niefortunnie dobrana, ponieważ nie zawiera polskich znaków, zamiast których w tekście mamy dziwne przekreślone D. W dalszym ciągu nie jestem w stanie pojąć, dlaczego ta książka nie miała przynajmniej jednej korekty.

.

Podsumowując… Chyba sami zdążyliście już zauważyć, jakim potworkiem jest wydanie “kolekcjonerskie” i jeśli nie zależy wam na tych kilku pierwszych (okropnie przetłumaczonych) stronach, których nie znajdziecie w dużym wydaniu, to zupełnie nie warto zawracać sobie tą książką głowy. Natomiast duże wydanie od Egmontu serdecznie polecam, ponieważ to naprawdę śliczna i pełna ciekawych informacji encyklopedia.

.

DisneyLady