Pyrkon – mini relacja

Kto śledzi mój fanpage na facebooku zapewne wie już, że tydzień temu byłam na Pyrkonie.

Pyrkon jest to ogólnopolski festiwal miłośników fantastyki, który odbywa się w Poznaniu regularnie od 16 lat, a liczba uczestników rośnie w zastraszającym tempie. W tym roku szacuje się ilość wszystkich uczestników na około 38 tysięcy.

Ja osobiście jeżdżę na różne konwenty i festiwale od 2010 roku, jak na razie byłam na około trzydziestu, ale nigdy dotąd na tak ogromnym. Muszę przyznać, że robi to niezłe wrażenie, gdy cały Poznań zmienia się w obszar festiwalowy i to na trzy dni. Nawet w centrum handlowym co druga osoba przebrana była w jakiś Cosplay.

1

Zaczynając od początku nie da się nie wspomnieć o kolejkach. Gdy ktoś miał kupiony bilet w przedsprzedaży (jak na przykład ja), mógł wejść na teren konwentu bez kolejki, jednak w środku trzeba było wymienić bilet na pakiet startowy, po który kolejka okazała się trzy razy dłuższa niż ta na zewnątrz. Przestaliśmy w niej około godzinę, a co gorsza pakiet ten, poza niezbędnymi gadżetami, posiadał jedynie kostkę do gry.

Już o godzinie 15 ciężko było znaleźć jakiekolwiek miejsca w sali noclegowej. Kiedy jednak w końcu udało nam się zostawić rzeczy w bezpiecznym miejscu, natychmiast ruszyliśmy do Pawilonu 3: Krainy Wystawców. Nie było to jednak miejsce, do jakiego jestem przyzwyczajona po innych konwentach, ponieważ poza typowymi stoiskami wystawców, znajdowała się tam również masa galerii zdjęć, figurek, modeli i klimatycznych rzeźb.

Stoisk było na prawdę sporo i dało się na nich kupić dosłownie wszystko: książki, komiksy, koszulki, plakaty, kubki i mnóstwo innych gadżetów, jednak w związku z ogromnymi tłumami nie siedziałam tam zbyt długo. Poza tym jestem już oswojona z takimi stoiskami i szczerze, to nawet mnie już nie kuszą. Tym razem kupiłam sobie jedynie poduszkę oraz przypinkę z Miraculous Ladybug oraz mangę, którą dla waszego dobra wolę się tutaj nie chwalić.

Co do atrakcji, to muszę przyznać, że troszkę się na nich zawiodłam, ponieważ uruchomiono w tym roku coś takiego, jak rezerwacja miejsc na prelekcje, co szczerze niespecjalnie się sprawdziło, jak na mój gust. Miejsca na te ciekawsze zniknęły po trzydziestu minutach, o czym ja dowiedziałam się po dwóch dniach. Żeby dostać się na cokolwiek bez rezerwacji, trzeba było czekać w kolejkach około godziny, a czasem nawet dłużej. Co gorsza organizatorzy wpuszczali na sale tylko tyle osób, ile było miejsc siedzących, a wiele uczestników z chęcią stanęło by pod ścianą lub usiadło na podłodze, aby posłuchać niektórych prelekcji.

Na tę najbardziej obleganą atrakcję, czyli Maskaradę, udało się dostać jedynie osobom, które czekały w kolejce od rana (a sam konkurs zaczynał się dopiero o 17), niestety była to zaledwie 1/4 wszystkich osób.

Mi udało się dostać jedynie na konkurs wiedzy z Disneya, jednak na nim również się zawiodłam. Twórcy atrakcji najzwyczajniej w świecie nie poradzili sobie ze sporą ilością uczestników. Ja nie przeszłam nawet do drugiego etapu przez nieporozumienia językowe, mimo wszystko zostałam, aby zobaczyć jak się to potoczy. Niestety w związku z problemami ze sprzętem, z konkursu wiedzy zrobiły się kiepskie kalambury, a obserwując je doszłam do wniosku, że grupy które przeszły dalej, tak na prawdę wcale nie znały się za dobrze na Disneyu.

.

Co do Cospleyerów, najwięcej było Deadpoolów i Jockerów z Harley Quinnami (paskudnie to brzmi odmienione). Oczywiście nie zabrakło również Disneya, a wręcz zaskoczyła mnie jego ogromna ilość. Widziałam chyba pięć różnych Judy Hoops, cztery Roszpunki, trzy Meridy (w tym jedna taka malutka) i mnóstwo innych. Tu macie zdjęcia niektórych.

Spotkałam też sporo Biedronek i Marinette z Miraculous Ladybug, ponieważ byłam w międzyczasie na zlocie fanów tego serialu, jednak nie zrobiłam im zdjęć, ponieważ nie miałam wtedy przy sobie aparatu.

.

W czasie festiwalu spędziłam pół nocy na grach planszowych i jak to zwykle w takich miejscach bywa, grałam z grupą ludzi, których spotkałam pierwszy raz i pewnie nigdy ich już nie zobaczę. Tak czy inaczej system wypożyczania zrobiony został całkiem sprawnie, kolejek prawie nie było (przynajmniej tu), mimo iż na ogromnej hali growej nawet o trzeciej w nocy niemalże wszystkie stoliki były zajęte.

Ogólnie festiwal uznaję za udany, mimo wielu kolejkowych potknięć.

Bardzo chętnie wybiorę się na niego również w przyszłym roku.

A jeżeli chcecie obejrzeć więcej zdjęć z konwentu, to zapraszam na mojego facebookowego fanpagea (link po lewej).

.

DisneyLady