CV – co by było, gdyby…

Tym razem, po dość długiej przerwie, przychodzę do was z recenzją pewnej gry planszowej, a mianowicie CV – co by było, gdyby…. Jak to powiedziała moja bratowa, w wielkim skrócie, to takie Simsy na planszy, czyli najzwyczajniej w świecie gra w życie.

Gra, jak sama nazwa wskazuje, polega na tworzeniu swojego życiorysu na nowo.

.

W ślicznym, kolorowym pudełku znajduje się:

• 7 kości do gry z charakterystycznymi symbolami szczęścia, pecha, relacji, zdrowia, intelektu oraz pieniędzy.

• 87 kart podzielonych na wspomnienia z dzieciństwa, cele życiowe, a także wydarzenia z młodości, dorosłości oraz starości, które zbieramy w trakcie rozgrywki.

• Prosta plansza na karty.

• Żetony ułatwiające rozgrywkę.

• Notes z ołówkiem do zapisywania punktów.

• Instrukcja.

.

Na samym początku otrzymujemy jedną kartę celu życiowego, mogą trafić nam się takie jak Kolekcjoner, Działacz czy Dusza towarzystwa. W zależności od tego, jaki mamy cel, musimy zbierać konkretne pary kart, spośród zdrowia, wiedzy, relacji, pracy oraz majątku. W stosunku do ilości graczy (od 2 do 4), na planszy znajdują się również od jednego do trzech celów jawnych, na które należy zwracać uwagę jak na swój własny, ponieważ pod koniec rozgrywki punkty otrzyma za nie osoba, która najlepiej je zrealizuje.

Następnie wybieramy sobie trzy wspomnienia z dzieciństwa, tymi, które nas interesują możemy wymienić się z innymi graczami. Pierwszy ruch należy do gracza, który ostatecznie otrzyma kartę Roweru.

Cała rozgrywka dzieli się na trzy części, o których wspomniałam już wcześniej: młodość, dorosłość oraz starość. Podczas tury możemy wykupić dwie spośród pięciu odsłoniętych na planszy kart. Walutą w grze są symbole wyrzucone na kościach, symbole na kartach leżących przed nami na stole oraz symbole na kartach zagrywanych z ręki.

Karty zostały zaplanowane w bardzo ciekawy sposób. Przykładowo, aby rozpocząć pracę w Korporacji u ojca, potrzebujemy trzy punkty relacji, w zamian co każdą turę otrzymamy trzy punkty pieniędzy oraz jeden punkt pecha. Dzięki karcie Ubezpieczenia na życie możemy uniknąć utraty pracy, natomiast dzięki relacjom i pieniądzom możemy zdobyć Dziecko, które co rundę da nam punkt relacji oraz szczęścia, niestety równocześnie będzie nas kosztować jeden punkt pieniędzy. Jeśli nie będziemy mieć żadnych punktów pieniędzy podczas tury, automatycznie tracimy kartę Dziecka. Dzięki takim zabiegom gra nabiera ciekawego realizmu, przez co znacznie przyjemniej się w nią gra.

Podczas dorosłości zyskujemy coraz lepsze prace i wzbogacamy się. Na starość natomiast przechodzimy na emeryturę, kupujemy sobie drogie Rezydencje i zajmujemy sobie czas Prowadzeniem bloga.

.

Na początku gry korzystamy jedynie z czterech kości, z czasem jednak, dzięki kartom, możemy rzucać aż siedmioma. Jednak więcej nie zawsze oznacza lepiej, ponieważ istnieje wtedy większe prawdopodobieństwo trafienia na pech, a trzy punkty pechu to utrata pracy.

Jedyne, czego odrobinę brakuje w grze, to jakakolwiek interakcja między graczami. Powstanie ona jedynie wtedy, kiedy ktoś w rundzie przed nami, zabierze ze stołu kartę, którą chcieliśmy, chociaż tak naprawdę nawet wtedy nie możemy tego zbytnio okazać, ponieważ nasza karta celu życiowego jest tajna.

.

Ogólnie rzecz biorąc gra jest bardzo przyjemna. Jedna z najlepszych, w jaką miałam okazję dotychczas zagrać, w moim rodzinnym gronie. W następnych wpisach możecie spodziewać się recenzji gry Tajniacy oraz Party Alias.

.

Tej na dobry początek daję ocenę:

8/10

DisneyLady